jastrzębia


October 08, 2026

Brakuje solidnego połączenia drogowego północnych Kaszub w stronę południa, co widać szczególnie w rejonie Małego Trójmiasta Kaszubskiego – to najważniejszy wniosek z konferencji w gminie Władysławowo poświęconej szansom rozwoju Nordy. Inwestorzy, samorządowcy i przedsiębiorcy rozmawiali na niej o energetyce, kolei i turystyce oraz wielkich inwestycjach jakie będą prowadzone na północy Kaszub. Na miejscu był reporter Radia Kaszëbë, Piotr Szyca

Transkrypcja nagrania audio:

W jednym miejscu spotkali się przedstawiciele biznesu, samorządu oraz instytucji odpowiedzialnych za rozwój strategicznych inwestycji na Pomorzu. A tych na Północy Kaszub jest kilka: od farm wiatrowych, po budowę elektrowni atomowej czy planowaną kopalnię polihalitu. „Spotykamy się, aby na ten temat porozmawiać" – mówi współorganizator konferencji, starosta pucki Jarosław Białk.

Jarosław Białk: No jest wiele do powiedzenia, bo na Nordzie sa lokalizajne baro wyżne przedsięwzięcia strategiczne. Nie tylko dle Pomorza, nie tylko dle Norda, ale dle całej naszej Kraje. Bo gเจdem y o elektrowni atomowij, gเจdem y o offshore, gเจdem y o elektrowniach wiatrowych. No i zaczynom pomalinku gadać o soli potasowo-magnezowej na terenie ziemi puckiej. To jest wielgo sprawa, co prawda gเจdem y w perspektywie czasowej tak kwell 10, 15, 20 lat, ale żeby ona mogła wtedy wystartować, dzisiaj musimy już zacząć. Dzisiaj musimy bardzo poważnie o tym zacząć gadać, bo to są ogromne wyzwania. Jeżeli elektrownia atomowa chce w regionie zainwestować około 200 miliardów złotych, a KGHM chce zainwestować około 8 do 10 miliardów i chce rocznie wywozić stąd 3 do 4 milionów ton urobeku, no to oni muszą kątek stać z wieś. My tu musimy usiąść do wiedzy, musimy o tym pogadać. To są niesamowite, niesamowite wyzwania dla regionu i dla nas wszystkich.

Najważniejszą i zdecydowanie największą inwestycją jest budowa elektrowni jądrowej w gminie Choczewo. To wyzwanie nie tylko dla jednego sektora, mówi Michał Olszewski, wiceprezes zarządu Polskich Elektrowni Jądrowych.

Michał Olszewski: Są to i szanse, i wyzwania. Dlatego że szansą jest i możliwość utrzymania trendu demograficznego, i możliwość zbudowania też lepszej bazy, jeśli chodzi o generowanie tak zwanego PKB, czyli lepszych miejsc pracy. Ale mówimy też o wyzwaniach związanych chociażby z tym, że musimy odpowiednio też doprowadzić do transformacji infrastruktury. W przypadku elektrowni jądrowej to to się dzieje. Ta ta infrastruktura dzisiaj powstaje, nie tylko jeśli chodzi o drogę krajową, ale również sieć dróg powiatowych, która jest wokół samego projektu elektrowni jądrowej. Ale mówimy też o tym, jak nie zepsuć walorów regionu, w którym w którym funkcjonujemy, bo jest to region, który ma bardzo dużo naturalnych zasobów, które są lewarem turystyki. I jest to szczególnie trudne w przypadku prowadzenia bardzo dużych inwestycji, takich jak elektrownia jądrowa. To jest między innymi właśnie umiejętność pogodzenia ruchu turystycznego z ruchem ciężarowym, który odbywa się chociażby do i z placu z placu budowy. To dzisiaj jest jeden z elementów naszej codziennej pracy z gminą Choczewo i sołectwami, które są wokół: w jaki sposób ułożyć ten proces w taki sposób, żeby on nie był nie kolidował bezpośrednio z realizacją samej samej samej elektrowni jądrowej, która jest absolutnie dzisiaj fundamentem bezpieczeństwa energetycznego państwa po 36. roku.

Przed szansą stoją także lokalne firmy, które także biorą udział w powstawaniu dużych inwestycji.

Michał Olszewski: To są de facto trzy wymiary. Wymiar o firmach, które już dzisiaj są na budowie, i to są firmy, które są – warto podkreślić – firmami pomorskimi, które wykonują drogi, konstrukcje budowlane, które wykonują też systemy odwodnienia, które wykonują instalacje energetyczne doprowadzające prąd do do naszego do naszego przyszłego placu budowy. To są również prace związane z usuwaniem roślinności, wożenie, wywożenie materiałów z ziemi materiałów ziemnego, który jest na naszym terenie. Drugi wymiar to są firmy, które powoli rosną wokół samego projektu. Są to firmy, które nie są związane z samą budową, ale których pojawienie się wokół budowy jest naturalną konsekwencją tego, że tam muszą się pojawić usługi: nie tylko usługi bytowe, noclegowe, ale usługi gastronomiczne, usługi związane z obsługą coraz większej ilości osób, która będzie przybywała na na tym terenie. A pamiętajmy o tym, że mówimy tutaj o nawet w szczytowych liczbie 14-15 tysięcy osób, które będą pracowały na budowie w pięciotysięcznej gminie. Więc jakby tu mówimy o napadzie bardzo dużym wyzwaniu, jeśli chodzi o sprostanie nie tylko jeśli chodzi o bazę pobytową, ale usługi, które muszą się pojawić wokół samego projektu. I na koniec bardzo ważna rzecz: to szansa dla firm. Dlatego że te wszystkie firmy, które dzisiaj są u nas na zaangażowane już w łańcuchu dostaw, jak to się ładnie nazywa, to są firmy, które korzystają z pewnej okazji, żeby wejść do tego procesu. Natomiast to, czy te firmy skorzystają z tej szansy, żeby zbudować swój potencjał i wyjść trochę z dzisiejszego modelu pracy na poziom wyżej, po to, żeby stać się nie tylko graczami na poziomie lokalnym, ale graczami na poziomie regionalnym czy krajowym, po to, żeby móc zdobywać kontrakty również w innych częściach kraju. Bo Pomorze ma szansę dzisiaj z szóstej gospodarki w w Polsce stać się na podium i to, czy z tego skorzystamy, jest to de facto zależne nie tylko od nas jako spółki Skarbu Państwa, ale samorządów i biznesu.

Brak odpowiedniej infrastruktury drogowej jest jednym z głównych problemów rozwojowych Kaszub, przekonuje Roman Wierciński, wiceprezes Norda Biznes – Regionalnej Izby Przedsiębiorców. Ci podpisali list intencyjny i apel do rządzących w sprawie budowy nowych połączeń drogowych, w tym Obwodnicy Aglomeracji Małego Trójmiasta Kaszubskiego.

Roman Wierciński: Obecne połączenia drogowe, które łączą północ i południe Kaszub – trzeba patrzeć na całe Kaszuby – one są tyczone lub one przebiegają przez przez dawne przez dawne wsie i wioski i bardzo małe miejscowości. I one są bardzo kręte, bardzo niebezpieczne. Poza tym tam te wioski też bardzo mocno się rozbudowały i rozwinęły. Ilość dzieci, mieszkańców – to jest bardzo dużym problemem. Jeżeli puszczamy przez to ruch ciężarówek, ruch, przedsiębiorcy jeżdżą, to jest bardzo niebezpieczne i i uważamy, że nadszedł czas, żeby to zmienić. Jest mnóstwo rejonów w Polsce, które jest bardzo dobrze dofinansowanych. Ja mówię o ścianie wschodniej. Ja zawsze mówię, że tam jest – wszyscy zresztą przedsiębiorcy z tego regionu – tam jest więcej dróg niż ludzi. I to jest właśnie dramatem. U nas jest bardzo dużo ludzi, bardzo dużo turystów przyjeżdża. My nie mamy sieci dróg przystających do XXI wieku.

Dziennikarz: Brakuje OPAT-u?

Roman Wierciński: Bardzo brakuje OPAT-u ze względu na to, że bardzo mocno się rozwija aglomeracja mojego Trójmiasta Kaszubskiego, czyli Rumia, Reda, Wejherowo. Do tego wsie i gminy ościenne, takie jak Luzino, które mają już dostęp do S6, ale Bolszewo, Gościcino, gdzie to są bardzo duże wsie jak na realia polskie. Gmina Wejherowo z Kąpinem i z wszystkimi innymi przylegającymi wsiami jest bardzo dużym elementem i to jest głównym problemem. Bez tej drogi jesteśmy zapchani. My często mamy wrażenie, że mieszkamy w aglomeracji trójmiejskiej, dużego Trójmiasta – Gdańsku czy czy Gdyni. No tak się czujemy.

Dziennikarz: Dzisiejszy podpisany list intencyjny czy też petycja...

Roman Wierciński: To jest apel, który kierujemy do rządzących, a składamy go na ręce premiera Donalda Tuska. Nasz premier jest też Kaszubem. Mam nadzieję, że zrozumie, on zna nasz rejon. Mam nadzieję, że to też wpłynie na jego decyzje, bo nie ukrywajmy, to jest kwestia decyzji paru osób, które mogą...

Dziennikarz: Mówimy o apelu w sprawie OPAT-u?

Roman Wierciński: Tak. To nie tylko o OPAT-u. Tu chodzi apel w sprawie OPAT-u, ta druga droga to jest tak zwany pierścień. My nie chcemy drogi szybkiego ruchu pomiędzy Szemudem a Celbowem. To ma być droga, która będzie spełniała standardy drogi krajowej. Bo obecna droga krajowa czy wojewódzka – wojewódzka – ona nie spełnia żadnych standardów. Bo ona po prostu ona już nawet powiatowych nie spełnia, jeżeli chodzi o szerokość, parametry. I to jest głównym problemem. I dlatego ten apel jest takim apelem nie powiem, że rozpaczy, ale my widząc to, co się dzieje u nas, widząc ten ogrom inwestycji, które już się dzieją, będą się działy, no to wiemy doskonale, że my chcemy tutaj żyć, my chcemy tutaj dalej budować to wszystko, ale też chcemy tej pomocy państwa, żeby nam w tym pomogła. A te drogi – one na pewno nam pomogą, z resztą sobie poradzimy.

Istotna dla przedsiębiorców jest też tak zwana Via Maris. O jej znaczeniu, szansach na zrealizowanie i o tym, jak te wszystkie wielkie inwestycje pogodzić z turystyką, powiemy już za chwilę.

Wracamy na konferencję “Norda – Przestrzeń dla biznesu”, która odbyła się w gminie Władysławowo.

W kolejnej odsłonie Piotr Szyca pyta o drogę ViaMaris, która miała połączyć Władysławowo z Gdynią, a pozostaje w sferze obietnic. Jest też kwestia wpływu, jaki rozwój gospodarczy i wielkie inwestycje mogą mieć na turystyczny wizerunek Nordy. 

Transkrypcja nagrania audio:

Sporo czasu podczas konferencji Norda poświęcono połączeniu Via Maris, czyli drodze od Gdyni do portu we Władysławowie. Pierwsze kroki ku jej realizacji już poczyniono, ale ciężar spadł na samorządy, mówi dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Pucku, Marcin Majek.

Marcin Majek: Po pierwsze to jest trasa, która będzie kręgosłupem takim łączącym północ Trójmiasta aż za Władysławowo, czyli przez cały powiat pucki. Jest to trasa, która odciąży obecną drogę wojewódzką 216, która już dzisiaj jest tak naprawdę mocno niewystarczająca. Oczywiście trasa Via Maris nie będzie służyć tylko dla ruchu turystycznego, który jest tutaj przez kilka miesięcy w ciągu roku, ale też będzie obsługiwać wszystkich mieszkańców. Wiadomo, że większość mieszkańców powiatu puckiego zazwyczaj do pracy dojeżdża do Trójmiasta, czyli korzysta z tych głównych osi komunikacyjnych i ta trasa na pewno też tym pomoże. Ale trasa ta na pewno też pomoże, jeżeli chodzi o rozwój dużych przedsięwzięć. Mówiliśmy tutaj o rozwoju portu we Władysławowie, rozwoju offshore, rozwoju KGHM-u, czyli kopalni soli w Mieroszynie, ale także mówimy o elektrowni jądrowej, o Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej czy magazynach energii, czy dolinie logistycznej w gminie Puck. Także to są wszystkie takie duże przedsięwzięcia, które będą wpływać na to, że ta trasa będzie miała bardzo duże znaczenie i bardzo duże wykorzystanie. Także bardzo zależy nam na tym, żeby ona jak najszybciej powstała, albo w ogóle, żeby prace nad nią ruszyły po prostu jak najszybciej.

Dziennikarz: No właśnie, bo mam wrażenie, że o niej więcej się mówi, niż więcej wokół niej się nie dzieje.

Marcin Majek: Dokładnie tak jest, bo na chwilę obecną tylko i wyłącznie się mówi, natomiast brakuje żadnych konkretnych takich działań. To, co ja tutaj powiedziałem: Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie wycofało się z realizacji tej inwestycji, zrzucając jakby cały ciężar realizacji tej inwestycji na samorządy. Jedyny tak naprawdę taki pozytywny krok, który został wykonany, to jest studium korytarzowe sieciowe, które zostało zrobione przez Urząd Marszałkowski, i na tym na chwilę obecną te prace stanęły. Natomiast mamy wielką nadzieję, że przez konferencje takie jak tu się dzieją, prace zaczną się dziać albo przynajmniej ktoś w Warszawie, w polityce centralnej, dostrzeże, że tak powiem, konieczność realizacji tej inwestycji.

Via Maris jest też ważna z punktu widzenia obronności państwa, dodaje doradca Ministra Obrony Narodowej, Maciej Samsonowicz.

Maciej Samsonowicz: Jako Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowaliśmy projekt ustawy o mobilności wojskowej i o ruchu wojsk. Projekt obecnie jest bardzo szybko procedowany w Ministerstwie Obrony Narodowej, następnie wysyłamy go na szybkie konsultacje międzyresortowe i chcielibyśmy, żeby jak najszybciej trafił do prezydenta na podpis. Ten projekt daje możliwość takim drogom, które są wskazane jako konieczne ze względu na mobilność wojskową, do uzyskania szybszej ścieżki. Ale druga rzecz: patrzymy też na przepisy unijne, na te negocjacje, które się tam toczyły z Komisją Europejską w ramach Omnibusa i na ten budżet ponad 17 miliardów euro, które Komisja Europejska chce przeznaczyć na mobilność wojskową. I ta ustawa ma nam też ułatwić pozyskanie tych środków. I wtedy takie drogi, które zostały już wskazane jako te, które są strategicznie ważne ze względu na mobilność wojskową – a przypomnę, że zarówno Via Maris, OPAT, Via Pomerania, Droga Czerwona i wiele, wiele innych zostały wskazane w ramach raportu Pakt dla Bezpieczeństwa Polskiego Pomorza Środkowego (to jest dokument zatwierdzony przez Szefa Sztabu Generalnego) – ten dokument jest i ten dokument daje podstawy do tego, żeby później, kiedy ta ustawa będzie, można było szybką ścieżką realizować te inwestycje, ale przede wszystkim sięgnąć po środki. Chcielibyśmy, żeby jeszcze w tym miesiącu wyszło to do międzyresortowych i jak najszybciej poszło dalej do procedowania i na podpis do prezydenta. Ta sytuacja geopolityczna uświadomiła wszystkim, że te drogi mieć trzeba, te linie kolejowe mieć trzeba. My w momencie, w którym Komisja Europejska zaczęła rozmawiać o pakiecie mało szczęśliwie nazywanym wojskowym Schengen, czyli pakiecie mobilności wojskowej, my mieliśmy już gotowy dokument zatwierdzony przez Szefa Sztabu Generalnego. Teraz patżąc też na negocjacje, w których uczestniczyliśmy w kontekście nowych przepisów, nowych budżetów, my już mamy ustawę i już za chwilę będziemy gotowi z tym, żeby z tą ustawą wyjść. I może się tak zdarzyć, bo Komisja Europejska miewa takie zwyczaje, że coś będzie kamieniem milowym na przykład w legislacji, my będziemy mieli już gotowe przepisy, więc jesteśmy ciągle o krok przed.

Via Maris jest potrzebna z jeszcze jednego powodu: port we Władysławowie czeka rozbudowa, potrzeba więc sprawnego połączenia, mówi burmistrz Roman Kużel.

Roman Kużel: Dwa zasadnicze jakby obszary w porcie, czyli rozwój obecnego portu, który funkcjonuje od 1937 roku, i tutaj działania zarządcy portu w kontekście przebudowy częściowego tego portu, jeśli chodzi o miejsca na nowe jachty i dofinansowanie, które ostatnio spółka Szkuner uzyskała, z czego się bardzo cieszymy z perspektywy gminy Władysławowo. Mówimy o rozwoju dzisiejszego portu również w zakresie offshore'u, który już wszedł do do tego portu i się rozwija i mam nadzieję, że kolejny gracz dołączy się w najbliższych miesiącach. Ale też mamy tutaj duże oczekiwania względem rozbudowy portu pod kątem prawdopodobnej lokalizacji kopalni soli. Chcielibyśmy, żeby część tego urobu, który będzie za kilkanaście lat wydobywany, wypływał z Władysławowa, tak żeby tutaj rozwijać nasz port i lokalne jakby firmy, rozbudowę infrastruktury. I to jest nasze tutaj jakby duże oczekiwanie wynikające z możliwości i ze specyfiki miejsca, w którym gospodarujemy. Port morski jest niezwykle korzystnie zlokalizowany we Władysławowie, dlatego że jest portem morskim, ma bardzo dużo okienek takich pogodowych, które można jakby wpłynąć i wypłynąć jakby z tego portu, to się przekłada bezpośrednio na pieniądze. Też jest schowany za Przylądkiem Rozewskim, więc jakby lokalizacyjnie dzisiaj jest przygotowany do jeszcze większych zadań, które nadarzają się w kontekście tych dużych dużych inwestycji strategicznych. Dodam tylko jeszcze, że obecny port, obecny zarządca, realizuje dzisiaj praktycznie jako jedyny polski potencjał offshore'owy, ponieważ to dzisiaj z portu we Władysławowie jest rozwijana budowa offshore'u na Bałtyku. To pokazuje, że biznes, mimo że port nie jest jeszcze przebudowany, zmodernizowany, wybiera Władysławowo ze względu właśnie na to, że jest najbardziej opłacalne, najbardziej atrakcyjne pod kątem lokalizacyjnym.

Jak te wszystkie inwestycje pogodzić z rozwojem turystyki i co zrobić, żeby turysta wracał na Kaszuby Północne? To pytanie, na które odpowiedzi szukał starosta Jarosław Białk.

Jarosław Białk: My mamy bardzo określone, sprecyzowane, zdefiniowane walory przyrodnicze, walory turystyczne. Na nich opieramy dotychczasowy rozwój gospodarczy właśnie związany z turystyką i nie możemy sobie pozwolić na to, żeby turystyka ucierpiała, choćby przez to, że nasze drogi będą zastawione ciężarówkami, a turysta nie będzie miał jak dojechać.

W podobnym tonie wypowiada się Roman Kużel i wiceprezydent Gdyni, Tomasz Augustyniak.

Roman Kużel: Port jest od 1937 roku, więc nie wprowadzamy jakby nowego, obcego elementu. Port oczywiście miał różne swoje fazy, był zawsze największym portem rybackim w Polsce, w chwili obecnej również, chociaż flota jest wielokrotnie mniejsza niż w szczycie w latach 70., 80. Mówimy o wprowadzaniu nowych funkcji do obecnego portu, jakby rozbudowie obecnego portu. Jak pokazuje obecna sytuacja, da się to pogodzić i oczywiście najważniejsza w tym wszystkim jest logistyka: czy ten port ma być obsługiwany od strony morza, czyli poprzez jakby statki – mówię tu o offshore'ze – czy ma być również właśnie elementy, tak jak wspominałem, ze spółki KGHM, to oczywiście będzie transportowane nie drogą kołową. Tu nie byłoby naszej jakby zgody, żeby tak duża ilość jakby urobu drogą kołową była transportowana, tylko mówimy o linii kolejowej, o przebudowie linii kolejowej, która w chwili obecnej już jest jakby projektowana. To wszystko oczywiście trzeba poukładać tak, żeby te dwa potencjały, czyli olbrzymia wartość, jaką jest lokalizacja i turystyka, pogodzić z innymi gałęziami gospodarki.

Tomasz Augustyniak: Ja myślę, że da się tutaj uzyskać taki efekt synergii. Myślę, że nasze regiony w dużej mierze – w szczególności nasz region północny – jednak się dość istotnie w ostatnim czasie rozwija także w kontekście infrastruktury turystycznej i różnego rodzaju atrakcji. No nie ma co ukrywać, że te działania mogą mieć efekt synergii. Im więcej będzie się działo w sferze biznesu, rozwoju gospodarczego naszego regionu, myślę, że na to będzie też pozytywnie oddziaływać na zainteresowanie odwiedzinami tego tego regionu także w kontekście turystycznym i odkrywaniem jego uroków.

Hasło „synergia” padało podczas konferencji dziesiątki razy. Jak przekonuje Marta Chełkowska z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, weszliśmy już do rzeki, której nie można cofnąć.

Marta Chełkowska: To powinna być szansa dla regionu, dlatego że pewne decyzje zapadły, więc nie ma od nich odwrotu, więc traktujemy to jako szansę i absolutnie synergia. Natomiast turystykę trzeba doceniać i widzieć i uważam, że firmy, które tu inwestują, muszą czuć się współgospodarzami i muszą doceniać potencjał, jaki tutaj już jest. Turystyka jest tą dziedziną, która zajmuje w kraju czołowe miejsce, jeżeli chodzi o Pomorskie, jeżeli chodzi o puckie, i trzeba to docenić. Także tylko liczę na synergię i tylko na szansę.

Dziennikarz: Ale turysta nie odpłynie, nie wiem, gdy przyjedzie nad morze, zobaczy w tle wiatraki albo w trasie dojazdowej trafi na ciężki transport?

Marta Chełkowska: Ciężki transport rzeczywiście będzie, ale jeżeli będą dobre rozwiązania komunikacyjne, informacja, wysoki poziom usług, standard usług, tak – baza hotelowa, atrakcje, łatwy dostęp – to nie odpłynie, tylko musi być po prostu przejrzyście i trzeba dopełnić standardów usług turystycznych.

Dziennikarz: Tutaj padło dzisiaj takie stwierdzenie, że zaczynamy przegrywać z Pomorzem Zachodnim, pani się z tym zgodzi?

Marta Chełkowska: Absolutnie nie, no Pomorze Zachodnie ma swoje rozwiązania i w zakresie tras rowerowych, i logistyki. My jesteśmy coraz lepiej skomunikowani, a S6, pociąg na południe – nie jest skomunikowana ta część wybrzeża aż tak dobrze, ale myślę, że tramwaj morski, który pływa od Pucka do na przykład Chałup, to już jest pokazanie, jaki jest kierunek. Poza tym co powinno pływać pełno tramwajów morskich, powinno więcej jeździć tutaj pociągów, i takich jeździ dużo na Hel, prawda? Jest po prostu masa połączeń. Natomiast to wszystko jeszcze powinno się rozwinąć właśnie w oparciu o inwestycje, dlatego że te inwestycje dadzą impuls, ale to też są gestorzy, którzy powinni nas wesprzeć w staraniach o środki. No tutaj głównie chodzi o środki finansowe.

Dziennikarz: Czyli rozwój energetyki naszą szansą?

Marta Chełkowska: Jest naszą szansą, nie ma odwrotu. A poza tym to jest zbieżne, jeżeli chodzi o energetykę, właśnie z tym zielonym Pomorzem, z odnawialnymi źródłami energii, ale też z walką o zmiany klimatu, tak? To wszystko robimy w kontekście tego, co się obecnie dzieje i naszą szansą też jest ta turystyka przyrodnicza, zrównoważona, i ona się opiera, także te aspekty pomagają.

Dziennikarz: Na ocenę podjętych już teraz, ale też przyszłych działań przyjdzie nam poczekać kilka, kilkanaście lat. Piotr Sieczak, Radio Kaszëbë.